km: 38 (!!)
Plan byl nastepujacy: zrobic pranie, zostawic wszystkie rzeczy na kempingu i pozwiedzac nieco Warnemünde.
Wszystko poszlo nie tak.
Po dojechaniu malownicza traska do Warnemünde ( zalaczona na zdjeciach, wlasciwie to cofnelismy sie troche ) okazalo sie, ze zaglowce juz wyplynely wiec z ich ogladania nici. Pokrecilismy sie nieco po miescie, Kuba odnalazl swoj upragniony Baumarkt ( kupowal klej, nie pytajcie
), na koniec odwiedzilismy burgerkinga. Niespodzianka spotkala nas po powrocie na kemping. Na kempingu bowiem obowiazywala doba hotelowa, o czym oczywiscie nikt nas nie poinformowal wieczorem kiedy sie meldowalismy. Kiedy przyszlo do wyjasniania sprawy nagle pani z recepcji przestala mowic po angielsku, co pozniej okazalo sie byc w tych stronach standardem. Takim oto sposobem zaplacilismy za kolejny dzien do 11 rano, wiec nasz pobyt sie przymusowo przedluzyl. Wykorzystalismy to na obmyslanie zemsty, pranie i generalne marnotrawienie cennego czasu. Szkoda , ze kupilismy na wieczor tylko jedno wino! Odwiedzilismy za to plaze (popoludniu, wieczorem, noca xP) i wykazalismy sie wyjatkowa pomyslowoscia przy chlodzeniu wina,ktora rozbawila tubylcow. ( schowalismy je w pal od falochronu, ktory byl wydrazony w srodku, potem Kuba wbiegl do wody i WTEM! wyciagnal z falochronu wino
)
Polecamy sierpniowe niebo, leca perseidy – duze ilosci spadajacych gwiazd.



