km: 78
Trasa: Borgerende->Kuhlungsborn->Rerik->Boiensdorf->Blowatz->Wismar->Zierow
Ten dzien byl dla nas prawdziwa proba woli. Z samego rana ze spiworow wyrwal nas odglos kropli rozbijajacych sie o poszycie namiotu. Wyskoczylismy napredce sciagac ze sznurkow wczorajsze pranie, ktore niestety nie calkiem przeschlo. W nadziei, ze przestanie padac zamarudzilismy jeszcze chwile, ale majac na uwadze to, iz na naszym kempingu obowiazywala doba hotelowa, do 11 trzeba bylo sie wyniesc. Zwijanie mokrego namiotu to jeden z wiekszych demotywatorow tego dnia – poza perypetiami Kuby, ale o tym za chwile… Na sam koniec pobytu cena podskoczyla dodatkowo o 6 Euro gdyz, jesli jeszce nie wiecie, jesli w namiocie o powierzchni miejszej niz 4m2 spia trzy osoby, to mimo iz wedle ich cennika jest to namiot maly – wraz z ta dodatkowa osoba staje sie wiekszy niz 4m2 i nalezy doplacic. Oczywiscie i tym razem nikt nie mowi po angielsku. Oczywiscie pani doskonale nas rozumie, ale odpowiada nam po niemiecku. Owa recepcjonistka, ktorej to znalezlismy jeszcze wiele innych imion podsmiewala sie nawet z naszych prob porozumieia po niemiecku! W iscie partyzanckim stylu pozamykalismy im zatem kombinerkami toalety i prysznice… ot tak, na do widzenia.
Doswiadczenie nauczylo nas, ze kiedy na wybrzezu pada, to bedzie tak juz caly dzien. Jechalismy wiec, co jakis czas zatrzymujac sie by przeczekac co wieksze fale opadow. Przez pierwsze trzy godziny przejechalismy….okolo 20 km. Ponadto Kuba zaliczyl wywrotke na rozsypanym po asfalcie zbozu, na szczescie niegrozna. Poza tym przez caly dzien zlapal 3 gumy (w tym samym kole)!! Z usterek nalezy jeszcze wymienic hamulce Michala, ktore wysiadly gdzies okolo 2/3 trasy. Bylo kilka interesujacych landschaftow, jak na przyklad zalaczony na zdjeciu niemiecki stonehenge z 3200 PNE na srodku pola burakow cukrowych. Mnie tez nie ominelo fatum, zatakowal mnie twarozek trzymany w menazce. Rozpelzl sie po sakwie, wymuszajac tym samym postoj na kanapki z twarozkiem (tym, ktory ocalal), co zbieglo sie w czasie z druga guma Kuby.
Naszym celem bylo Wismar. Miasto o ogromnej dzielnicy przemyslowej widocznej z daleka, zanikajacej strefie osiedli oraz calkiem sporym i ladnym centrum z waskimi uliczkami i urokliwymi kamienicami. Kupilismy sobie z lodki wedzona rybke (makrele i fladre). Od Wismar pogoda zaczela sie poprawiac (nadal siapil deszcz, ale mniej intensywnie) az w koncu okolo 19 na niebie ukazal sie fragment niebieskiego nieba. Byloby juz lepiej, gdyby nie trzecia guma Kuby.
Dotarlismy na kemping, ktory niestety okazal sie kolejnym czterogwiazdkowym luksusowym polem namiotowym z recepcja, sauna etc. po 8 euro od lebka. Po krotkiej naradzie postanowilismy szukac dalej, gdyz na mapie widnial jeszcze jeden w poblizu. Niestety, po dotarciu na miejsce, okazalo sie, ze albo to eks-kemping, albo future-kemping. Innymi slowy kawal laki i nic wiecej. Wrocilismy poplawic sie w luksusach przez jeszcze jeden dzien.
Na sam koniec dnia po dotarciu na kemping fatum zgarnelo swoja ostatnia ofiare, Kubie stluklo sie wiezione az z Wismar piwo….












Podziwiam Was! Nieźle Wam … idzie… jedzie?
Powodzenia dalej, pozdro Mayzee! :*
Hel->Jurata->Jastarnia->Kuźnica->Chałupy->Władysławowo->Chałupy->Kuźnica->Jastarnia->Jurata->Hel
76km
Chcieliśmy wam dorównać XD
Pozdrawiamy i zyczyny ładnej pogody. My mamy świetną. A jutro będziemy caaaaaaały dzień wylegiwac się na gorącej plaży. Ewa i Rafał.
wracajcie!!! tęsknię za Wami i za kawą!!! głównie za kawą ;P